Rzecz o etykietowaniu żywności i o nieświadomym zjadaniu zwierząt

Świadomy konsument czyta etykiety, unika glutaminianu sodu, aspartamu i syropu glukozowego. Jak się jednak okazuje nawet najbardziej ostrożny konsument nie wyczyta z etykiety wszystkich istotnych dla siebie informacji, bo ich tam po prostu nie znajdzie. Jeżeli na terenie zakładu produkcyjnego używa się alergenów takich jak orzechy, gluten, laktoza czy seler, to na opakowaniu wszystkich innych produktów wytworzonych w tym zakładzie musi znaleźć się informacja: „produkt może zawierać śladowe ilości…”. Konsument alergik ma możliwość uniknięcia spożycia szkodliwych dla siebie produktów. Konsument unikający produktów odzwierzęcych - ze względów zdrowotnych, etycznych czy religijnych - takiej szansy nie ma. Tak jest chociażby w przypadku żelatyny używanej w procesie filtracji wielu popularnych soków owocowych.

Zakupy spożywcze to prawdziwy tor przeszkód dla osób chcących się zdrowo żywić, a także dla tych, które unikają pewnych kategorii produktów. Panuje przeświadczenie, że na etykiecie znajdują się wszelkie istotne dla konsumenta informacje. Nie jest to prawda.



Na etykiecie większości środków spożywczych musi znaleźć się wykaz składników. Istotne jest zatem to, co w kategorii składników z prawnego punktu widzenia się nie mieści.

Nie uznaje się za składniki m.in. substancji pomocnych w przetwórstwie.

Substancje pomocnicze w przetwórstwie to substancje, które są stosowane przy żywności w celu osiągnięcia określonego celu technologicznego, której pozostałości mogą znaleźć się w produkcie końcowym pod warunkiem, że nie stanowią zagrożenia dla życia lub zdrowia człowieka oraz nie mają wpływu technologicznego na produkt końcowy.

Na tej podstawie nie ma potrzeby informowania konsumenta o użyciu żelatyny w procesie klarowania soków owocowych czy win. Podobnie będzie w przypadku karuku – środka otrzymywanego z wysuszonych pęcherzy rybnych służącego do klarowania wina i… piwa. Na etykiecie cukru nie znajdziemy z kolei informacji, że w procesie wybielania użyto węgla kostego uzyskanego przez wypalanie zwierzęcych kości.

Są ponadto przypadki, gdy nie ma konieczności podawania wykazu składników (poza alergenami) – jest tak w m.in. w przypadku piwa, napojów winiarskich i spirytusowych, a także serów, masła, fermentowanego mleka, śmietanki i śmietany jeżeli do ich wytworzenia użyto tylko produktów mlecznych, niezbędnych w procesach przetwórczych enzymów lub drobnoustrojów lub soli spożywczej niezbędnej do produkcji serów innych niż twarogowe i topione. Producent sera nie ma zatem obowiązku poinformowania konsumenta, że do produkcji sera użyto podpuszczki. Podpuszczka jest to enzym. W mleczarstwie używa się głównie podpuszczki zwierzęcej - pozyskanej z żołądków cieląt.

W wykazie składników muszą znaleźć się także dodatki do żywności czyli niepopularne E.

„E” kojarzy się źle – najczęściej z tablicą Mendelejewa. Tymczasem „E” to wszystkie substancje dodatkowe sklasyfikowane przez Unię Europejską, uznane – na podstawie aktualnej wiedzy medycznej - za dozwolone i nieszkodliwe dla zdrowia człowieka – oczywiście jeżeli są dodawane w odpowiednich ilościach.

Substancje dodatkowe dodaje się do żywności ze względów technologicznych w trakcie jej produkcji, przetwarzania, przygotowania, obróbki, pakowania przewozu lub przechowywania. E to substancje słodzące, aromatyzujące, barwniki, zagęszczacze i oczywiście konserwanty.

E dodatki mogą być kolejną pułapką dla wegetarian i wegan. Ci drudzy już raczej zdążyli się przyzwyczaić (nie pogodzić) z tym, że człowiek dodaje produkty pochodzenia zwierzęcego wszędzie gdzie się da, także tam, gdzie nikt rozsądny by się ich nie spodziewał i nie mówię tu o żelkach czy dżemach. W czipsach możemy spotkać np. śmietanę w proszku, serwatkę i laktozę, w solonych paluszkach serwatkę, słodzone i zagęszczone mleko odtłuszczone. Popularne cukierki owocowe (z witaminami) dla dzieci oprócz syropu glukozowego, który cieszy się złą sławą zawierają także skondensowane odtłuszczone mleko.

Dla mnie sporym zaskoczeniem był skład bardzo, ale to bardzo "ekologicznego" bulionu warzywnego – bez glutaminianu i środków konserwujących, ale z laktozą jak się okazało. Laktoza to cukier mleczny.

99% osób zapytanych o to czy jada robaki – z grymasem na twarzy odpowiedziałoby „nieee, gdzie tam, ble, fe i fuj”. I tu dochodzimy do istoty problemu. Jak już uda nam się rozszyfrować jaka jest pełna nazwa E pojawia się kolejne zadanie. Z czego się składa i jak powstaje, a w zasadzie czym jest ten sorbinian czy inna tatarzyna. Wynik internetowego śledztwa może zaskoczyć. Czasami pod straszną maską może kryć się coś zupełnie niewinnego… i na odwrót.

Lanolina, choć nie jest składnikiem spożywczym jest świetnym przykładem jak miło może się kojarzyć coś bardzo niemiłego. Lanolina to składnik płynów do płukania. W reklamie owieczka i dzieci. Sweter dzięki niej ma być „mięciutki jak kaczuszka”. Tymczasem lanolina to nic innego jak wosk zwierzęcy, a dokładniej tłuszczpot owcy.

Wracając do robaków: 99% osób jest w błędzie. Koszenila, kwas karminowy, karmin czyli popularny czerwony barwnik ukryty pod numerem E 120 pozyskiwany jest z wysuszonych i zmielonych owadów.

Konsumencie jak bardzo czujesz się oszukany? Czy chciałbyś, żeby taka informacja znalazła się na etykiecie produktu, który kupujesz? Czy świadomie kupiłbyś jogurt barwiony robakami?

Koszenilę można spotkać przede wszystkim w serach murbeled, serach topionych, konserwach z czerwonych owoców, dżemach, galaretkach, marmoladach, śniadaniowych przetworach zbożowych, niektórych surowych wyrobach mięsnych, kiełbasach, pasztetach, pastach rybnych i pastach ze skorupiaków, wędzonych rybach, w bitter soda, keczupach, cukierkach, jogurtach…

To jest punkt, w którym spotka się mięsożerca z roślinożercą. Ten pierwszy nie chce jeść robaków, bo są odrażające. Ich zjedzenie to wyczyn godny Beara Gryllsa (który, nota bene preferuje dietę wegańską). Roślinożerca nie zje z zasady. Obaj chcieliby, żeby informacja znajdująca się na etykiecie była jasna. Niestety póki co w tym zakresie nic się nie zmieni.

Koszenila nie jest przypadkiem odosobnionym. Jest jeszcze np.:

Szelak (E904) – wydzielina owadów. Substancja stosowana na powierzchni owoców cytrusowych, melonów, jabłek, gruszek, brzoskwiń i ananasów oraz jako substancja glazurująca w przypadku orzechów, kawy, wyrobów czekoladowych, małych form pieczywa cukierniczego i wyrobów ciastkarskich oblewanych czekoladą, przekąsek na bazie ziemniaków, zbóż, mąki lub skrobi, suplementów diety.

L-cysteina (E920) – otrzymywana z piór i włosia zwierzęcego. Stosuje się ją głównie w przemyśle piekarniczym i cukierniczym, ale także w herbatkach dla małych dzieci i niemowląt.

Weganie powinni uważać także na Witaminę A, Witaminę D3, kazeinę, glicerynę, kuwerturę, lecytynę, testosteron, tłuszcz cukierniczy, którym jest najpewniej smalec wieprzowy, wosk pszczeli, luteinę, kwas mlekowy, kwas stearynowy i kilkadziesiąt innych, które można znaleźć na liście PETA.

Na szczęście dla wegetarian i wegan – zgodnie z rozporządzeniem - ministra rolnictwa i rozwoju wsi w sprawie znakowania środków spożywczych - oznakowanie środka spożywczego może dodatkowo zawierać następujące informacje:

produkt może być spożywany przez wegetarian” albo „odpowiedni dla wegetarian”, pod warunkiem że środek spożywczy nie zawiera składników pochodzących z nieżywych zwierząt oraz że substancje pochodzące z nieżywych zwierząt nie były używane w procesie produkcyjnym.

produkt może być spożywany przez wegan” albo „odpowiedni dla wegan”, pod warunkiem że środek spożywczy nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego oraz że składniki takie nie były używane w procesie produkcyjnym.

Takie oznaczenie jest fakultatywne. Myślę jednak, że wielu producentów żywności nie dostrzega problemu trawiącego wegetarian i wegan i nie zamieszcza takiej informacji na swoich produktach. To błąd.

Czy kupowanie żywności certyfikowanej jako ekologiczna zwalnia z obowiązku zachowania czujności? O tym już wkrótce… tymczasem na zakupy z tabletem pod pachą, a najlepiej z zaprzyjaźnionym technologiem żywności.
Trwa ładowanie komentarzy...